Co Ci w duszy gra?


Zapomniane myśli:
2005
czerwiec
maj
kwiecień
luty
styczeń





Moja czarna sztuka:
POMNIKI
 
Sępy
Strzeliłem do żony
W stanie upojenia alkoholowego
Po jednym przyjąciu
Na którym nie brakowało tanich łatwych dziwek.
Chciałem się rozerwać, po prostu
zrelaksować
Przestrzeliłem żonie policzek
cuchnąć tanią wóda spod lady sklepowej
Przestrzeliłem gdy chciała zrozumieć...
Powiedzialaby- "wszystko będzie dobrze, przetrwamy. Przecież Cię..."
W tym momencie kula roztrzaskała jej boczne zęby
Od kłów do końca szczęki
Spojrzała na mnie zdziwiona
A ja mialem już serdecznie dość
jej natrętnego, przymilnego, tak nieprzyzwoicie cieplego tonu
Głupia naiwna kobietka
Wkurwiała mnie
Strzelilem do żony
Bo kochała
Bo czuła, bo byla ciepła
Nieźle kurwa, co?

Teraz, leżąc samotnie na pustyni
Czując swąd mego na wpół spalonego ciała
Widząc jednym okiem, sępy tanczące od niechcenia na wietrze
Myslę...

Zastrzelilem przyjaciółkę
Z zimną krwią i w napadzie furii
Zastrzeliłem ją bo się pomyliłem
Zastrzeliłem ją za zdradę
Zdradziła mnie
Nie chodzi tylko o sex
Najgorsze, że nie była lojalna,
parszywa i kłamliwa kokieta
Wykorzystała mnie
Pragnęła, gdy byłem potrzebny
Zastrzeliłem przyjaciólkę
Nieźle kurwa, co?

Żałuję jej.
Gniłbym teraz w tym pustkowiu
Gdyby me flaki nie były zwęglone
I myślę- jej żałuję

Nie ma znaczenia.
Zaraz zatańczę wraz z sępami
Wkrótce wspólnie ucztować będziemy nad podłą padliną
Zasmakuje...
Och, z niekłamaną rozkoszą wyczekuję tego smaku
Smaku padliny
2005-06-29 23:36:27
skomentuj (4)

Umarłem człowiekiem, zmartwychwstałem poetą
Żyłem lotem życia mego burzliwego
Stabilnego, dając się wciągać w wir wielkiej przygody
Krainy, niejedną górę i dolinę chwili zwiedziłem
Niejeden smak uczucia poznałem
Cierpienie me radością moją
Samotność pełnią i bliskością
I ta znienawidzona miłość
Pogubiłem się w świecie samemu stworzonego
Chaosu, próbując znaleźć drogę w szaleństwie
Zagrałem, by stracić wszystko
Sam tak chciałem, taka ma wola była
Mądre, wzniosłe, godne geniusza
Strzępy myśli w pustych stwierdzeniach.
Ciepłe, bliskie, pełne nadziei
Cienie uczuć w zapomnianym sercu
Nic mi nie pozostało z siebie dla mnie
Prócz zmęczenia i wypalenia
Umarłem człowiekiem.
„Uciekłem, przegrałem”- tak wszyscy powiedzą
Niech mówią, ich wzrok ślepy jest

Odchodząc, jam powrócił
Bez doświadczeń, uczuć, myśli,
Wizji losu mego odległego
Nic one nie warte, teraz
Patrzę na świat,
Słucham jego śpiewu,
I rozumiem. W końcu!
Nie zasłania już widoku
Życie nigdy mi nie pisane
Zmartwychwstałem poetą!
Teraz wolny jestem
Wolny żyjący słowem, wierzący w słowo
Milczący w słowie
Skreśliwszy swą przyszłość, odrodzony w swym świecie
Pozbawiony pustej chwili, co dawno swój smak straciła
Wołam już, stojąc na krawędzi przepaści
Niech zatrzęsie się ziemia, niech zatrąbią głośno fanfary
Niech przyjdzie noc, co nigdy mnie nie opuści
I niech wreszcie zapadnie cisza

Żyłem. Teraz
Żegnaj
2005-05-10 11:27:32
skomentuj (1)

Bajka o Miłości
Pewnego upalnego lata, gdy słońce mocno grzało, a po niebie płynęły leniwie gnane przez wiatr chmury, setka dzieci bawiła się na rozległej leśnej polanie.. wszyscy roześmiani, szczęśliwi, beztroscy.. walczyli na zrobione z patyków miecze, budowali swoje małe chatki pośród drzew i liści, bawili się w badaczy wielkiego, nie poznanego świata- wszędzie tyle się
przecież działo! ..Po namyśle w sumie nic wielkiego, ale czas płynął szybko, bardzo przyjemnie.. zwłaszcza, że byłotyle towarzyszy wspólnej zabawy i radości.. Czas wciąż mijał..

Z zachodu nadciągnęły gęste chmury, z, teraz groźnie wyglądającego lasu powiało chłodem.
Dzieci przestały się bawić.. tylko patrzyły.. na NIĄ, która pojawiła się wśród kwiatów dzikiej róży. Niezwykle piękna kobieta, o najcudowniejszych, głębokich oczach, pełnych, namiętnych ustach.. najszczerszym, najcieplejszym uśmiechu.. postać o niewinnej, nieskazitelnej cerze, niczym świeży śnieg, okrywający świat swym białym płaszczem.. ubrana w suknię koloru purpury, obwieszonej najróżniejszymi kosztownościami: "Na imię mi Miłość"- powiedziała słodko. Serca dzieci zabiły..
"Przybyłam dać wam kochani szczęście.. Dobro, o jakim nawet nie śniliście- w tym lesie ukryty jest skarb, najcenniejszy ze wszystkich. On czeka gdzieś tam na was.. idźcie i szukajcie go!"

I zniknęła.. Dzieci na komendę rozbiegły się momentalnie po całym tym świcie.. kto szybszy. Lepszy. Szybszy. Silniejszy. Sprytniejszy.. Nieważne.. Byle szukać, trwać, dążyć.. Znaleźć! "Muszę mieć ten skarb- to mój jedyny cel! Inaczej będę przecież niczym.." tak powtarzali sobie bez końca, wciąż biegnąc.. nie patrząc, nie słuchając, nie czując nic.. zmysły przecież potrzebne są teraz w innym celu.. trzeba znaleźć TO.. I oczywiście wszyscy samodzielnie, bowiem tak wielkiej rzeczy nie można było dzielić z innymi. Wszystko straciło znaczenie, tylko to uparte dążenie..

Wtedy też okazało się, że na polance siedzi pewien chłopiec.. najmłodszy ze wszystkich. Samotnie wpatrywał się bez zrozumienia w zarośla, gdzie przed chwilą zniknęli wszyscy jego koledzy. "Co się stało? Gdzie sobie wszyscy poszli?" Nie wiedział jeszcze, że wszyscy już go opuścili, biorąc udział w nowej zabawie- wyścigu, poszukiwaniu.. A on? On po prostu tam siedział.. jaka to przecież przyjemność bawić się samemu?

Czas mijał. Siedział.. patrzył na swoich przyjaciół, wszystkie inne dzieci.. Wszyscy biegali zawzięcie w każdą stronę.. szukały, niektóre już znajdowały.. już trzymały w ręku, już się cieszyły.. Zabawne,pomyslał chłopczyk. Jeden z jego najbliższych kolegów podniósł z ziemi plastikowy łańcuszek, mieniący się trochę w świetle zachodzącego słońca.. był on absolutnie pewien, że to właśnie ten wielki skarb.. jego uśmiech istotne sugerował, że czuł się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.. Przed wieczorem prawie wszyscy znaleźli sobie swoje wielkie skarby.. Wszyscy prócz chłopczyka wciąż siedzącego na polance..

Zapadła noc.. chłopcu źle było samemu w ciemnym, niebezpiecznym, przerażającym lesie.. bał się. Podniósł z ziemi kamień.. zimny, twardy, niemy, nie dający najmniejszej ulgi..
spróbował coś dostrzec w mroku.. odłożył, to nie było to. "Może iść, poszukać tego skarbu? Przynajmniej nie będę samotny- kiedy jest się najszczęśliwszym nie można przecież czuć samotności.. ani strachu, prawda?" Już się podnosił, gdy nagle zaniechał pomysłu.. znieruchomiał.. zastygł w miejscu.. W pustce usłyszał dalekie jęki kogoś znajomego.. a chwilę później całą serenadę płaczu i rozpaczy wszystkich pozostałych dzieci. W świetle dnia takie szczęśliwe ze swoich roziskrzonych skarbów, które teraz, w nocy straciły swój blask i stały się na powrót nic niewartymi przedmiotami. Dzieci poczuły się oszukane, niewiarygodnie skrzywdzone, pogrązyły się w bezsilnej goryczy i depresji.. śmiertelnie przerażone pod czarnym niczym atrament niebem.. nigdy jeszcze aż tak samotne. Chłopiec siedział wsłuchany w tą rozpacz. I szczerze wszystkim współczuł.. Ta noc.. dla wszystkich tragiczna pora.. pełna łez i bólu.. bezsenna. Ale, jak każda ta też musiała w końcu minąć..

Po godzinach, jawiących się nieskończonością nastał upragniony świt.. słońce wzeszło.. świat znów przybrał swe piękne, baśniowe barwy.. a dzieci pocieszone nowym światłem, niektóre jeszcze ze świeżymi śladami łez, znów wyruszyły na poszukiwanie skarbu.. nowego..
Znów znajdowały, znów były wielce uradowane z odnalezionych świecidełek.. i znów czuły się zdradzone, samotne i wielce zranione, gdy nastawała kolejna noc.. i tak już mijał czas.. kolejne dni.. a chłopiec wciąż siedział w samotności i spokoju na polance, jakby czegoś wyczekiwał. Głupiec. Ale czas się dłużył.. już od dawna nie miał żadnego towarzysza.. tej nocy on też płakał.. nie nad utratą kolejnego złudnego skarbu.. ale nad prawdziwą samotnością.. nie pragnął tego największego szczęścia.. chciał by znów.. mieć kogoś do dzielenia przygód,
zabawy, każdej chwili, życia.. by po prostu nie być już sam.

Zanim nastał kolejny świt postanowił.. opuści ten las. Owszem, piękny, niezwykły, magiczny.. wymarzone miejsce na ziemi- ale po co to wszystko, skoro nie ma nikogo, z kim możnaby się tym dzielić?

Spał trochę.. twardym, męczącym, nieprzynoszącym ukojenia snem, pozbawiony już nadziei. Obudził się, rozejrzał. Był nowy dzień.. ciepełko, krople rosy mieniące się w świetle wstającego słońca, soczysta zieleń bijąca z każdego listka.. raj.. Ale jednak.. ktoś szlochał. Tu. Blisko. Chłopczyk się zdziwił.. Nie spotkał jeszcze nikogo, kto byłby równie smutny za dnia, co on..

Na łące siedziała dziewczynka, twarz schowała w dłoniach, nie dopuszczając najwyraźniej do siebie światła, blasku złudnego raju, który wywoływał w końcu jedynie ból. Chłopiec zawahał się. Bał się, ale rozumiał.. Wstał.. Już prawie zapomniał jak się chodzi.. powoli, nie zdradzając swojej obecności podszedł do dziewczynki. Słyszal teraz wyraźnie jej niespokojny, pełen zawodu oddech, czuł jej ból.. i jej ciepło. Chwilę patrzył osłupiały, milczący.. Coś rosło.. stracił ochotę opuszczać ten las, zapomniał o swoim smutku.. o bólu, rozpaczy, tęsknocie, samotności.. a wszystko przez tą drobną istotkę.. tak się rozmarzył, że aż się uśmiechnął.. szczerze.. poznał co to szczęście.. Nagle i bezwiednie. Już nie myślał, nie patrzył- tylko się przysunął i ją objął.. jego ręce, drżące, delikatnie musnęły jej falujące na wietrze włosy , powoli przesunął je po jej aksamitnej szyi, w końcu objął jeszcze mocniej, przytulił ją mocno do swej piersi.. dziewczyna dopiero wtedy wyczuła jego obecność.. Wzięła jeden głęboki, urwany wdech.. właściwie nie był to wdech, tylko skurcz, nagły dreszcz.. Nieśmiało odsunęła dłonie od twarzy.. Niewiarygodnie głębokie oczy, a w nich tlący się cień smutku.. łzy jeszcze płynęły.. ale coś.. nie myślał już nad tym, powtórnie się uśmiechnął. Całym sercem, całą duszą.. Nie musiał nic mówić- oczy wyrażały za niego wszystko. Ona zdziwiła się jeszcze bardziej, ale pojawiło się to.. zapomnienie, smutek ustąpiły.. pojawiło się ciepło.. spokój, nadzieja.. oddech stał się równy, pełny.. głęboki. Pośród strużek łez odwzajemniła uśmiech.. Chłopiec zrozumiał, że nawet słońce nie było dlań nigdy tak radosne.. cały świat niknął, malał.. zawarty w tym jednym nieopisanym uśmiechu.. Przytulił jeszcze mocniej.. jej cieplutki, wilgotny oddech. Pełny, najszczerszy uśmiech ulgi i spełnienia.. zamknięte oczęta.. oboje mogliby trwać w tym uścisku po wieki, nie było nigdzie lepszego miejsca, jak przy sobie.. razem. Nie mówili nic, nie myśleli.. oboje dobrze wiedzieli i czuli.. stali się jednym.. Twarz przy twarzy, ciało przy ciele.. jedno ciepło, szczęście.. serce.. jednym ciałem, jedną duszą..

Poczuł nagle inny, figlarny wietrzyk.. niechętnie otworzył oczy i spojrzał.. zdawało mu się? ..Widział Miłość tańczącą wśród wzrosłych na polanie kolorowych kwiatów.. popatrzyła na
niego.. już nie bogini.. prosta dziewczyna w zwiewnej sukni uśmiechała się. Nie tak, jak wtedy.. teraz był to zupełnie inny szczery, pełny uśmiech- ICH uśmiech.. rozpłynęła się na wietrze.. tańcząc po wieki miedzy nimi.. a oni.. trwali we wspólnym objęciu po kres czasu.. razem, z sobą, przy sobie, sobą.. w środku tego niezwykłego lasu, gdzie noc nigdy nie
nadchodzi.. gdzie zawsze świeci słońce..

Oto jest ten skarb, pragnienie, uczucie.. najwspanialsza miłość
2005-04-02 09:34:49
skomentuj (2)

Walentynki
Róże zwiędną
I pewnie jeszcze wiele ich będzie
Jednak serduszko pozostaje zawsze jedno
A ono, choć może nie wieczne
Trwalsze jest niż słabe zycie
ulotna chwila

Cieszcie się marzeniami
Cieszcie się głupią naiwnością
Kochani, cieszcie się skarbem
Prawdziwym skarbem, jakim jest miłość
Szczerze...

Tego Wam życzę, nigdy nie utraćcie nadziei
2005-02-14 21:19:59
skomentuj (2)

Szarlatan
Znowu płaczasz?
Co się stało?
Zawołaj o pomoc
Pierwszy przybędę
Wysłucham
Zrozumiem
Pocieszę

Powiedz mi wszystko przyjacielu
Zaufaj mi
Przecież cię nigdy nie skrytykuję
Wysłucham- tego przecież potrzebujesz
I pomogę, o tak- zawsze pomogę

Pomogę zrozumieć ci marność twego żywota
Pomogę otworzyć się na jeszcze większy ból
Jakim jesteś sam dla siebie
Stwórz sobie nielogiczne problemy
To JA je rozwinę
Dopieszczę
Podkręcę

Nie ocieraj nigdy łez
Ja je z przyjemnością spiję
Tylko mi zaufaj
Otwórz się na mnie
Wypłacz
Ja cię poprowadzę
Zechciej pojść za mym głosem

Dokąd?
A to już niespodzianka
Nie pytaj
Nigdy nie pytaj
Jestem przy tobie
I nigdy nie odejdę
Daję słowo

Masz swe zasady?
Marzenia?
Ideały?
Zdradź mi je!
Powiedz, co cię gryzie!
Ja wysłucham
A ty się zaplączesz
Boli, prawda?
Uwierz, zaboli bardziej!

Jesteś przecież wyjątkową osobą
Lepszą, doskonalszą
Żądaj od życia więcej!
Zasłużyłeś!
A oni, oni wszyscy?
Źli, niedobrzy!
Nie pozwalają ci skrzydeł rozwinąć

Jesteś wyjątkowy
To czemu tak cierpisz?
Czemu dotykają cię koszmary życia, w jakie los cię rzucił?
No czemu?
Powiedz, czemu?
Czemu płaczasz?
i czego pragniesz?

Powiedz wszystko
Bardziej sobie niż mnie
Płakałbyś do ściany
gdyby tylko nie była taka zimna
obojętna
A tak masz mnie
Wielki twój skarb
Tam obok
Widzisz?
Czujesz?
Nie- egoisto, samolubie- ale wiesz
Wiesz, że cię pocieszę

Och... znowu?
Znów dotknąłem czułego punktu?
Spokojnie, jestem lekarzem
Uzdrowicielem dusz
Wiem dobrze, gdzie masz te blizny na sercu
Dotknę ich, na chwilkę- chwileczkę
Wiem
Wiem, że zaboli- ale muszę
Muszę, by cię wyleczyć
A ty?
Musisz wiedzieć, że tam one są
Co?
Wolisz zapomnieć?
Okłamywać siebie, że ich nie ma?
Koszmary nie odejdą jednak
To nie takie proste
Nigdy
Ja wiem
Uwierz mi

Płaczesz
A ja się rozpustnie tam- w mroku- usmiecham
Jestem wszakże jedynie twym niemym cieniem?
I popatrz no, jaką mam władzę!
Ty mówisz- ja słucham
Nie wiesz tego, ale
wysysam twoją energię
pogodę twego ducha

Daj mi pięć minut
Zapłaczesz
a ja się uśmiechnę
Nie wiesz, z jakim trudem powstrzymuję się od śmiechu
Karmię się tobą
Karmię się twą słabością
Twym bólem
Rozpaczą
Goryczą twego nędznego
pustego
szarego życia
Głupi człowieczku

Chcesz udawać silnego?
Maski zakładaj dla kogoś innego
MI możesz ufać!
I słuchaj mego głosu
Pamiętaj, zawsze słuchaj
Idź za nim
A cię od tego już uwolnię
Zobaczysz

Jestem manipulantem?
Wielu mi to powiedziało
Ale nikt nie rozumiał
Nie pojmował głębi swych słów
Jestem wampirem
To ja gram na najwyższych strunach
Sumienie?
Wiara?
Serce?
Dusza?
Ja tam bez pukania wchodzę
Ja ci tam zamęt sieję
Ja tam porządek własny wprowadzam
Układam i burzę
Bawię się- kocham te dowcipy
Jam pasozytem w twym sercu
Jam trucizną, jadem
Którą z namaszczeniem i wdzięcznością przyjmujesz
Jam twym bliskim przyjacielem

Tak. Właśnie. Jestem kolegą!
Pobawmy się w grę
Zakryj oczy chustą swej rozpaczy
Widzisz, jaki nieporadny teraz jesteś?
I daj mi swą dłoń
Trzymaj mocno, nie puszczaj
Teraz chodź ze mną na spacer
Powoli. Wiem, że trudno ci iść
Przejdziemy przez serię czarnych dni
Każdy twój krok po palącym popiele duszy
Będziesz cierpiał, z każdym dniem coraz bardziej
Ja ci powiem, że to dla twego dobra
Bo MUSISZ zrozumieć, co to życie
A ty mi ślepo we wszystko uwierzysz
Ufasz mi przecież

Dojdziemy nad urwisko
Nie zepchnę cię jednak
Mało, zdejmę ci tą przepaskę
Poczuj to ukojenie!
Sam za to skoczysz, zobaczysz
Sam na moje polecenie
Co? Nie ufasz mi?
Niewdzięczniku, chcę dla ciebie jak najlepiej!

I skoczyłeś
Dziwisz się sam sobie?
Żałujesz?
Masz mi coś za złe?
Umarłeś przecież szczęśliwy, bez problemów!
Skoczyłeś z uśmiechem i wiarą!
JA cię uwolniłem!

Nie ważne...
Nie, jesteś bowiem martwy!
A ja swą powinnośc spełniłem
Prosiłeś mnie, by nie bolało
I już nie boli przecież
Czyż nie?
Obiecałem...

Moi drodzy, uwazajcie
Zrozumcie granicę
między zaufaniem a naiwnością
między przyjaźnią a manipulacją
Ja jestem jeden
Ale nas jest wielu
Nie jednego już zabiłem
To moja pasja
Spełnienie i rozkosz
Mój nektar i sens zycia

Jest ci źle?
Przybędę i ci pomogę
Zawsze
Zaufaj mi!

Tylko nigdy nie pytaj
Nigdy o nic nie pytaj
Nigdy nie pytaj, jak mi na imię...
2005-02-13 20:55:15
skomentuj (1)

Boję się
Boję się zamknięcia w czterech ciasnych ścianach
Boję się wolności, z którą sobie nie potrafię poradzić
Boję się ciemności, która mnie otacza
Boję się światła, od którego sam uciekłem

Boję się, kiedy nic nie piszesz
Boję się, gdy jesteś obojętna
Boję się tego, co możesz teraz robić
Boję się tego, gdzie,z kim teraz jesteś

Czy mnie ranisz? Choćby nieświadomie
Czy wiesz, co do Ciebie czuję?
Czy wiesz, że bez Ciebie płaczę?
Czy wiesz, że bez Ciebie umieram?

Czy wiesz, że się o Ciebie boję?

Boję się tej niepewności
Gdy nie wiem, co czujesz do mnie
Boję się, gdy nie potrafisz się na mnie gniewać
- bo Ciebie to nie obchodzi

Boję się, że kochasz teraz kogoś innego
Boję się, że mnie już opuściłaś
Czy jestem Ci jeszcze potrzebny?
Czy wciąż jestem Ci bliski?

Boję się, że przestałaś mi ufać
Boję się, że zawsze kłamałaś
Boję się, że się mną tylko bawiłaś
Boję się, że mnie wykorzystałaś

Pamiętasz te słowa?
Zwierzenia głębokie?
Kto był Twoim Przyjacielem?
Kto stał zawsze przy Tobie?

Boję się, gdy jesteś zimna
Boję się, gdy odchodzisz w nieznane
Boję się, gdy patrzysz w dal tak tęsknie
Boję się, gdy zerkasz na mnie nieczule

Och kochana, gdzie teraz jesteś?
Z kim i o czym teraz rozmawiasz?
Na co się odważyłaś, czego ze mną się balaś
Noc Cię wchłonęła, z pewnością się dobrze bawisz...

A ja?

Siedzę tu- zamknięty w morzu myśli
Wracaj, wracaj! Wołam rozpaczliwie
Może Cię ktoś krzywdzi, a ja nie mogę pomóc?
Gorzej, może Ci dobrze, więc nigdy nie wrócisz?

Po co to piszę?
I tak mi nie odpowiesz

Dziś Ty żyjesz nocą
Nią się rozkoszujesz
Ja się nocy boję
Czuję, że mnie zabijasz

Koniec?
Cisza milczy...
Mysli krzyczą...
Boję się
2005-01-22 20:56:14
skomentuj (4)

Bal
Juz pora
Szykuj się
Czas nagli
Załóź suknię, wiesz
tę, którą wyśniłem
Pamietasz? Śniłaś mi się
Umaluj usta
czerwienią dojrzałych róż
Niech Twe kocie oczy okryje tajemnica
czarnego tuszu do rzęs
Kuś swą frywolnością
Czaruj swym wdziękiem
Zwal mnie na kolana
Wiesz, że Ty jedyna tak umiesz
Słodka wisienka w czekoladzie
Tak mocno Cię wyczekuję
Tęsknię
Pragnę...

Przybedę po Ciebie w śnieżnobiałej karecie
Podasz mi swą dłoń
którą następnie ucałuję
Woźnica we fraku Cię pozdrowi z uśmiechem
Odjedziemy ku bramom baśni
Przez dziewicze, nieogarnięte lasy
Wąziutkie brukowane uliczki
Przez zgiełk wielkomiejskiej gonitwy
Błysk reflektorów
Spójrz, nie bój się
Ludzie Cię podziwiają
Wszakże Tyś najpiękniejszą kobietą na tej ziemi
NIe drżyj, jesteś bezpieczna

Oto nasz pałac
Niech wrota staną otworem
Niech zabije donośnie dzwon
Niech bal się zacznie!

Spójrz, ile znajomych twarzy
Spójrz, jak się wszyscy odstroili
Spójrz, jak bardzo mi zazdroszczą
-że marzę własnie o Tobie
Nie zimno Ci?

Zaczyna się taniec
Bawmy się do białego rana!
Znów czuję ciepło Twej dłoni
Och, jakaż ona delikatna..
Nie skrzywdzę cię
Poprowadzę...
Niepewnie czujesz się na tych wysokich obcasach, prawda?
A jednak, niczego nie popsujesz
Prowadzi cię muzyka
Serce wie, co ma robić
Boże, ależ Ty tańczsz!
Prowadzę Cię, ręka w rękę
Tańczymy walca
Jesteśmy jedyną parą na parkiecie
Przytulasz się do mnie
Subtelnie, niby przypadkiem
Nieumyślnie..
I się uśmiechasz
Jesteś szczęśliwa
Magiczna noc
Kocham Cię

Bawmy się do białego rana!
Bawmy się!
Bawmy się! Bawmy!
...
Wybija północ
Brutalna pobódka
Przestań śnić
To życie, nie marzenia
Nie ma tu twej księżniczki

Szukam- nie ma Cię
NIe przyszłaś. Nigdy
Nie było Cię. Nigdy
Wychodzę

A za mną echo
Cień pustych marzeń
kolorowych snów
Potłuczona nadzieja
Bezsensowna tęsknota
Dobranoc kochanie
Może Cię jeszcze spotkam?
Może nauczymy się kiedyś ŻYĆ razem?
Nadzieja...

I dalej wyczekuję...
2005-01-20 15:24:04
skomentuj (2)