|
Co Ci w duszy gra? Zapomniane myśli: 2005 czerwiec maj kwiecień luty styczeń ![]() Moja czarna sztuka: POMNIKI |
Sępy Strzeliłem do żony W stanie upojenia alkoholowego Po jednym przyjąciu Na którym nie brakowało tanich łatwych dziwek. Chciałem się rozerwać, po prostu zrelaksować Przestrzeliłem żonie policzek cuchnąć tanią wóda spod lady sklepowej Przestrzeliłem gdy chciała zrozumieć... Powiedzialaby- "wszystko będzie dobrze, przetrwamy. Przecież Cię..." W tym momencie kula roztrzaskała jej boczne zęby Od kłów do końca szczęki Spojrzała na mnie zdziwiona A ja mialem już serdecznie dość jej natrętnego, przymilnego, tak nieprzyzwoicie cieplego tonu Głupia naiwna kobietka Wkurwiała mnie Strzelilem do żony Bo kochała Bo czuła, bo byla ciepła Nieźle kurwa, co? Teraz, leżąc samotnie na pustyni Czując swąd mego na wpół spalonego ciała Widząc jednym okiem, sępy tanczące od niechcenia na wietrze Myslę... Zastrzelilem przyjaciółkę Z zimną krwią i w napadzie furii Zastrzeliłem ją bo się pomyliłem Zastrzeliłem ją za zdradę Zdradziła mnie Nie chodzi tylko o sex Najgorsze, że nie była lojalna, parszywa i kłamliwa kokieta Wykorzystała mnie Pragnęła, gdy byłem potrzebny Zastrzeliłem przyjaciólkę Nieźle kurwa, co? Żałuję jej. Gniłbym teraz w tym pustkowiu Gdyby me flaki nie były zwęglone I myślę- jej żałuję Nie ma znaczenia. Zaraz zatańczę wraz z sępami Wkrótce wspólnie ucztować będziemy nad podłą padliną Zasmakuje... Och, z niekłamaną rozkoszą wyczekuję tego smaku Smaku padliny 2005-06-29 23:36:27 skomentuj (4) Umarłem człowiekiem, zmartwychwstałem poetą Żyłem lotem życia mego burzliwego Stabilnego, dając się wciągać w wir wielkiej przygody Krainy, niejedną górę i dolinę chwili zwiedziłem Niejeden smak uczucia poznałem Cierpienie me radością moją Samotność pełnią i bliskością I ta znienawidzona miłość Pogubiłem się w świecie samemu stworzonego Chaosu, próbując znaleźć drogę w szaleństwie Zagrałem, by stracić wszystko Sam tak chciałem, taka ma wola była Mądre, wzniosłe, godne geniusza Strzępy myśli w pustych stwierdzeniach. Ciepłe, bliskie, pełne nadziei Cienie uczuć w zapomnianym sercu Nic mi nie pozostało z siebie dla mnie Prócz zmęczenia i wypalenia Umarłem człowiekiem. „Uciekłem, przegrałem”- tak wszyscy powiedzą Niech mówią, ich wzrok ślepy jest Odchodząc, jam powrócił Bez doświadczeń, uczuć, myśli, Wizji losu mego odległego Nic one nie warte, teraz Patrzę na świat, Słucham jego śpiewu, I rozumiem. W końcu! Nie zasłania już widoku Życie nigdy mi nie pisane Zmartwychwstałem poetą! Teraz wolny jestem Wolny żyjący słowem, wierzący w słowo Milczący w słowie Skreśliwszy swą przyszłość, odrodzony w swym świecie Pozbawiony pustej chwili, co dawno swój smak straciła Wołam już, stojąc na krawędzi przepaści Niech zatrzęsie się ziemia, niech zatrąbią głośno fanfary Niech przyjdzie noc, co nigdy mnie nie opuści I niech wreszcie zapadnie cisza Żyłem. Teraz Żegnaj 2005-05-10 11:27:32 skomentuj (1) Bajka o Miłości Pewnego upalnego lata, gdy słońce mocno grzało, a po niebie płynęły leniwie gnane przez wiatr chmury, setka dzieci bawiła się na rozległej leśnej polanie.. wszyscy roześmiani, szczęśliwi, beztroscy.. walczyli na zrobione z patyków miecze, budowali swoje małe chatki pośród drzew i liści, bawili się w badaczy wielkiego, nie poznanego świata- wszędzie tyle się przecież działo! ..Po namyśle w sumie nic wielkiego, ale czas płynął szybko, bardzo przyjemnie.. zwłaszcza, że byłotyle towarzyszy wspólnej zabawy i radości.. Czas wciąż mijał.. Z zachodu nadciągnęły gęste chmury, z, teraz groźnie wyglądającego lasu powiało chłodem. Dzieci przestały się bawić.. tylko patrzyły.. na NIĄ, która pojawiła się wśród kwiatów dzikiej róży. Niezwykle piękna kobieta, o najcudowniejszych, głębokich oczach, pełnych, namiętnych ustach.. najszczerszym, najcieplejszym uśmiechu.. postać o niewinnej, nieskazitelnej cerze, niczym świeży śnieg, okrywający świat swym białym płaszczem.. ubrana w suknię koloru purpury, obwieszonej najróżniejszymi kosztownościami: "Na imię mi Miłość"- powiedziała słodko. Serca dzieci zabiły.. "Przybyłam dać wam kochani szczęście.. Dobro, o jakim nawet nie śniliście- w tym lesie ukryty jest skarb, najcenniejszy ze wszystkich. On czeka gdzieś tam na was.. idźcie i szukajcie go!" I zniknęła.. Dzieci na komendę rozbiegły się momentalnie po całym tym świcie.. kto szybszy. Lepszy. Szybszy. Silniejszy. Sprytniejszy.. Nieważne.. Byle szukać, trwać, dążyć.. Znaleźć! "Muszę mieć ten skarb- to mój jedyny cel! Inaczej będę przecież niczym.." tak powtarzali sobie bez końca, wciąż biegnąc.. nie patrząc, nie słuchając, nie czując nic.. zmysły przecież potrzebne są teraz w innym celu.. trzeba znaleźć TO.. I oczywiście wszyscy samodzielnie, bowiem tak wielkiej rzeczy nie można było dzielić z innymi. Wszystko straciło znaczenie, tylko to uparte dążenie.. Wtedy też okazało się, że na polance siedzi pewien chłopiec.. najmłodszy ze wszystkich. Samotnie wpatrywał się bez zrozumienia w zarośla, gdzie przed chwilą zniknęli wszyscy jego koledzy. "Co się stało? Gdzie sobie wszyscy poszli?" Nie wiedział jeszcze, że wszyscy już go opuścili, biorąc udział w nowej zabawie- wyścigu, poszukiwaniu.. A on? On po prostu tam siedział.. jaka to przecież przyjemność bawić się samemu? Czas mijał. Siedział.. patrzył na swoich przyjaciół, wszystkie inne dzieci.. Wszyscy biegali zawzięcie w każdą stronę.. szukały, niektóre już znajdowały.. już trzymały w ręku, już się cieszyły.. Zabawne,pomyslał chłopczyk. Jeden z jego najbliższych kolegów podniósł z ziemi plastikowy łańcuszek, mieniący się trochę w świetle zachodzącego słońca.. był on absolutnie pewien, że to właśnie ten wielki skarb.. jego uśmiech istotne sugerował, że czuł się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.. Przed wieczorem prawie wszyscy znaleźli sobie swoje wielkie skarby.. Wszyscy prócz chłopczyka wciąż siedzącego na polance.. Zapadła noc.. chłopcu źle było samemu w ciemnym, niebezpiecznym, przerażającym lesie.. bał się. Podniósł z ziemi kamień.. zimny, twardy, niemy, nie dający najmniejszej ulgi.. spróbował coś dostrzec w mroku.. odłożył, to nie było to. "Może iść, poszukać tego skarbu? Przynajmniej nie będę samotny- kiedy jest się najszczęśliwszym nie można przecież czuć samotności.. ani strachu, prawda?" Już się podnosił, gdy nagle zaniechał pomysłu.. znieruchomiał.. zastygł w miejscu.. W pustce usłyszał dalekie jęki kogoś znajomego.. a chwilę później całą serenadę płaczu i rozpaczy wszystkich pozostałych dzieci. W świetle dnia takie szczęśliwe ze swoich roziskrzonych skarbów, które teraz, w nocy straciły swój blask i stały się na powrót nic niewartymi przedmiotami. Dzieci poczuły się oszukane, niewiarygodnie skrzywdzone, pogrązyły się w bezsilnej goryczy i depresji.. śmiertelnie przerażone pod czarnym niczym atrament niebem.. nigdy jeszcze aż tak samotne. Chłopiec siedział wsłuchany w tą rozpacz. I szczerze wszystkim współczuł.. Ta noc.. dla wszystkich tragiczna pora.. pełna łez i bólu.. bezsenna. Ale, jak każda ta też musiała w końcu minąć.. Po godzinach, jawiących się nieskończonością nastał upragniony świt.. słońce wzeszło.. świat znów przybrał swe piękne, baśniowe barwy.. a dzieci pocieszone nowym światłem, niektóre jeszcze ze świeżymi śladami łez, znów wyruszyły na poszukiwanie skarbu.. nowego.. Znów znajdowały, znów były wielce uradowane z odnalezionych świecidełek.. i znów czuły się zdradzone, samotne i wielce zranione, gdy nastawała kolejna noc.. i tak już mijał czas.. kolejne dni.. a chłopiec wciąż siedział w samotności i spokoju na polance, jakby czegoś wyczekiwał. Głupiec. Ale czas się dłużył.. już od dawna nie miał żadnego towarzysza.. tej nocy on też płakał.. nie nad utratą kolejnego złudnego skarbu.. ale nad prawdziwą samotnością.. nie pragnął tego największego szczęścia.. chciał by znów.. mieć kogoś do dzielenia przygód, zabawy, każdej chwili, życia.. by po prostu nie być już sam. Zanim nastał kolejny świt postanowił.. opuści ten las. Owszem, piękny, niezwykły, magiczny.. wymarzone miejsce na ziemi- ale po co to wszystko, skoro nie ma nikogo, z kim możnaby się tym dzielić? Spał trochę.. twardym, męczącym, nieprzynoszącym ukojenia snem, pozbawiony już nadziei. Obudził się, rozejrzał. Był nowy dzień.. ciepełko, krople rosy mieniące się w świetle wstającego słońca, soczysta zieleń bijąca z każdego listka.. raj.. Ale jednak.. ktoś szlochał. Tu. Blisko. Chłopczyk się zdziwił.. Nie spotkał jeszcze nikogo, kto byłby równie smutny za dnia, co on.. Na łące siedziała dziewczynka, twarz schowała w dłoniach, nie dopuszczając najwyraźniej do siebie światła, blasku złudnego raju, który wywoływał w końcu jedynie ból. Chłopiec zawahał się. Bał się, ale rozumiał.. Wstał.. Już prawie zapomniał jak się chodzi.. powoli, nie zdradzając swojej obecności podszedł do dziewczynki. Słyszal teraz wyraźnie jej niespokojny, pełen zawodu oddech, czuł jej ból.. i jej ciepło. Chwilę patrzył osłupiały, milczący.. Coś rosło.. stracił ochotę opuszczać ten las, zapomniał o swoim smutku.. o bólu, rozpaczy, tęsknocie, samotności.. a wszystko przez tą drobną istotkę.. tak się rozmarzył, że aż się uśmiechnął.. szczerze.. poznał co to szczęście.. Nagle i bezwiednie. Już nie myślał, nie patrzył- tylko się przysunął i ją objął.. jego ręce, drżące, delikatnie musnęły jej falujące na wietrze włosy , powoli przesunął je po jej aksamitnej szyi, w końcu objął jeszcze mocniej, przytulił ją mocno do swej piersi.. dziewczyna dopiero wtedy wyczuła jego obecność.. Wzięła jeden głęboki, urwany wdech.. właściwie nie był to wdech, tylko skurcz, nagły dreszcz.. Nieśmiało odsunęła dłonie od twarzy.. Niewiarygodnie głębokie oczy, a w nich tlący się cień smutku.. łzy jeszcze płynęły.. ale coś.. nie myślał już nad tym, powtórnie się uśmiechnął. Całym sercem, całą duszą.. Nie musiał nic mówić- oczy wyrażały za niego wszystko. Ona zdziwiła się jeszcze bardziej, ale pojawiło się to.. zapomnienie, smutek ustąpiły.. pojawiło się ciepło.. spokój, nadzieja.. oddech stał się równy, pełny.. głęboki. Pośród strużek łez odwzajemniła uśmiech.. Chłopiec zrozumiał, że nawet słońce nie było dlań nigdy tak radosne.. cały świat niknął, malał.. zawarty w tym jednym nieopisanym uśmiechu.. Przytulił jeszcze mocniej.. jej cieplutki, wilgotny oddech. Pełny, najszczerszy uśmiech ulgi i spełnienia.. zamknięte oczęta.. oboje mogliby trwać w tym uścisku po wieki, nie było nigdzie lepszego miejsca, jak przy sobie.. razem. Nie mówili nic, nie myśleli.. oboje dobrze wiedzieli i czuli.. stali się jednym.. Twarz przy twarzy, ciało przy ciele.. jedno ciepło, szczęście.. serce.. jednym ciałem, jedną duszą.. Poczuł nagle inny, figlarny wietrzyk.. niechętnie otworzył oczy i spojrzał.. zdawało mu się? ..Widział Miłość tańczącą wśród wzrosłych na polanie kolorowych kwiatów.. popatrzyła na niego.. już nie bogini.. prosta dziewczyna w zwiewnej sukni uśmiechała się. Nie tak, jak wtedy.. teraz był to zupełnie inny szczery, pełny uśmiech- ICH uśmiech.. rozpłynęła się na wietrze.. tańcząc po wieki miedzy nimi.. a oni.. trwali we wspólnym objęciu po kres czasu.. razem, z sobą, przy sobie, sobą.. w środku tego niezwykłego lasu, gdzie noc nigdy nie nadchodzi.. gdzie zawsze świeci słońce.. Oto jest ten skarb, pragnienie, uczucie.. najwspanialsza miłość 2005-04-02 09:34:49 skomentuj (2) Walentynki Róże zwiędną I pewnie jeszcze wiele ich będzie Jednak serduszko pozostaje zawsze jedno A ono, choć może nie wieczne Trwalsze jest niż słabe zycie ulotna chwila Cieszcie się marzeniami Cieszcie się głupią naiwnością Kochani, cieszcie się skarbem Prawdziwym skarbem, jakim jest miłość Szczerze... Tego Wam życzę, nigdy nie utraćcie nadziei 2005-02-14 21:19:59 skomentuj (2) Szarlatan Znowu płaczasz? Co się stało? Zawołaj o pomoc Pierwszy przybędę Wysłucham Zrozumiem Pocieszę Powiedz mi wszystko przyjacielu Zaufaj mi Przecież cię nigdy nie skrytykuję Wysłucham- tego przecież potrzebujesz I pomogę, o tak- zawsze pomogę Pomogę zrozumieć ci marność twego żywota Pomogę otworzyć się na jeszcze większy ból Jakim jesteś sam dla siebie Stwórz sobie nielogiczne problemy To JA je rozwinę Dopieszczę Podkręcę Nie ocieraj nigdy łez Ja je z przyjemnością spiję Tylko mi zaufaj Otwórz się na mnie Wypłacz Ja cię poprowadzę Zechciej pojść za mym głosem Dokąd? A to już niespodzianka Nie pytaj Nigdy nie pytaj Jestem przy tobie I nigdy nie odejdę Daję słowo Masz swe zasady? Marzenia? Ideały? Zdradź mi je! Powiedz, co cię gryzie! Ja wysłucham A ty się zaplączesz Boli, prawda? Uwierz, zaboli bardziej! Jesteś przecież wyjątkową osobą Lepszą, doskonalszą Żądaj od życia więcej! Zasłużyłeś! A oni, oni wszyscy? Źli, niedobrzy! Nie pozwalają ci skrzydeł rozwinąć Jesteś wyjątkowy To czemu tak cierpisz? Czemu dotykają cię koszmary życia, w jakie los cię rzucił? No czemu? Powiedz, czemu? Czemu płaczasz? i czego pragniesz? Powiedz wszystko Bardziej sobie niż mnie Płakałbyś do ściany gdyby tylko nie była taka zimna obojętna A tak masz mnie Wielki twój skarb Tam obok Widzisz? Czujesz? Nie- egoisto, samolubie- ale wiesz Wiesz, że cię pocieszę Och... znowu? Znów dotknąłem czułego punktu? Spokojnie, jestem lekarzem Uzdrowicielem dusz Wiem dobrze, gdzie masz te blizny na sercu Dotknę ich, na chwilkę- chwileczkę Wiem Wiem, że zaboli- ale muszę Muszę, by cię wyleczyć A ty? Musisz wiedzieć, że tam one są Co? Wolisz zapomnieć? Okłamywać siebie, że ich nie ma? Koszmary nie odejdą jednak To nie takie proste Nigdy Ja wiem Uwierz mi Płaczesz A ja się rozpustnie tam- w mroku- usmiecham Jestem wszakże jedynie twym niemym cieniem? I popatrz no, jaką mam władzę! Ty mówisz- ja słucham Nie wiesz tego, ale wysysam twoją energię pogodę twego ducha Daj mi pięć minut Zapłaczesz a ja się uśmiechnę Nie wiesz, z jakim trudem powstrzymuję się od śmiechu Karmię się tobą Karmię się twą słabością Twym bólem Rozpaczą Goryczą twego nędznego pustego szarego życia Głupi człowieczku Chcesz udawać silnego? Maski zakładaj dla kogoś innego MI możesz ufać! I słuchaj mego głosu Pamiętaj, zawsze słuchaj Idź za nim A cię od tego już uwolnię Zobaczysz Jestem manipulantem? Wielu mi to powiedziało Ale nikt nie rozumiał Nie pojmował głębi swych słów Jestem wampirem To ja gram na najwyższych strunach Sumienie? Wiara? Serce? Dusza? Ja tam bez pukania wchodzę Ja ci tam zamęt sieję Ja tam porządek własny wprowadzam Układam i burzę Bawię się- kocham te dowcipy Jam pasozytem w twym sercu Jam trucizną, jadem Którą z namaszczeniem i wdzięcznością przyjmujesz Jam twym bliskim przyjacielem Tak. Właśnie. Jestem kolegą! Pobawmy się w grę Zakryj oczy chustą swej rozpaczy Widzisz, jaki nieporadny teraz jesteś? I daj mi swą dłoń Trzymaj mocno, nie puszczaj Teraz chodź ze mną na spacer Powoli. Wiem, że trudno ci iść Przejdziemy przez serię czarnych dni Każdy twój krok po palącym popiele duszy Będziesz cierpiał, z każdym dniem coraz bardziej Ja ci powiem, że to dla twego dobra Bo MUSISZ zrozumieć, co to życie A ty mi ślepo we wszystko uwierzysz Ufasz mi przecież Dojdziemy nad urwisko Nie zepchnę cię jednak Mało, zdejmę ci tą przepaskę Poczuj to ukojenie! Sam za to skoczysz, zobaczysz Sam na moje polecenie Co? Nie ufasz mi? Niewdzięczniku, chcę dla ciebie jak najlepiej! I skoczyłeś Dziwisz się sam sobie? Żałujesz? Masz mi coś za złe? Umarłeś przecież szczęśliwy, bez problemów! Skoczyłeś z uśmiechem i wiarą! JA cię uwolniłem! Nie ważne... Nie, jesteś bowiem martwy! A ja swą powinnośc spełniłem Prosiłeś mnie, by nie bolało I już nie boli przecież Czyż nie? Obiecałem... Moi drodzy, uwazajcie Zrozumcie granicę między zaufaniem a naiwnością między przyjaźnią a manipulacją Ja jestem jeden Ale nas jest wielu Nie jednego już zabiłem To moja pasja Spełnienie i rozkosz Mój nektar i sens zycia Jest ci źle? Przybędę i ci pomogę Zawsze Zaufaj mi! Tylko nigdy nie pytaj Nigdy o nic nie pytaj Nigdy nie pytaj, jak mi na imię... 2005-02-13 20:55:15 skomentuj (1) Boję się Boję się zamknięcia w czterech ciasnych ścianach Boję się wolności, z którą sobie nie potrafię poradzić Boję się ciemności, która mnie otacza Boję się światła, od którego sam uciekłem Boję się, kiedy nic nie piszesz Boję się, gdy jesteś obojętna Boję się tego, co możesz teraz robić Boję się tego, gdzie,z kim teraz jesteś Czy mnie ranisz? Choćby nieświadomie Czy wiesz, co do Ciebie czuję? Czy wiesz, że bez Ciebie płaczę? Czy wiesz, że bez Ciebie umieram? Czy wiesz, że się o Ciebie boję? Boję się tej niepewności Gdy nie wiem, co czujesz do mnie Boję się, gdy nie potrafisz się na mnie gniewać - bo Ciebie to nie obchodzi Boję się, że kochasz teraz kogoś innego Boję się, że mnie już opuściłaś Czy jestem Ci jeszcze potrzebny? Czy wciąż jestem Ci bliski? Boję się, że przestałaś mi ufać Boję się, że zawsze kłamałaś Boję się, że się mną tylko bawiłaś Boję się, że mnie wykorzystałaś Pamiętasz te słowa? Zwierzenia głębokie? Kto był Twoim Przyjacielem? Kto stał zawsze przy Tobie? Boję się, gdy jesteś zimna Boję się, gdy odchodzisz w nieznane Boję się, gdy patrzysz w dal tak tęsknie Boję się, gdy zerkasz na mnie nieczule Och kochana, gdzie teraz jesteś? Z kim i o czym teraz rozmawiasz? Na co się odważyłaś, czego ze mną się balaś Noc Cię wchłonęła, z pewnością się dobrze bawisz... A ja? Siedzę tu- zamknięty w morzu myśli Wracaj, wracaj! Wołam rozpaczliwie Może Cię ktoś krzywdzi, a ja nie mogę pomóc? Gorzej, może Ci dobrze, więc nigdy nie wrócisz? Po co to piszę? I tak mi nie odpowiesz Dziś Ty żyjesz nocą Nią się rozkoszujesz Ja się nocy boję Czuję, że mnie zabijasz Koniec? Cisza milczy... Mysli krzyczą... Boję się 2005-01-22 20:56:14 skomentuj (4) Bal Juz pora Szykuj się Czas nagli Załóź suknię, wiesz tę, którą wyśniłem Pamietasz? Śniłaś mi się Umaluj usta czerwienią dojrzałych róż Niech Twe kocie oczy okryje tajemnica czarnego tuszu do rzęs Kuś swą frywolnością Czaruj swym wdziękiem Zwal mnie na kolana Wiesz, że Ty jedyna tak umiesz Słodka wisienka w czekoladzie Tak mocno Cię wyczekuję Tęsknię Pragnę... Przybedę po Ciebie w śnieżnobiałej karecie Podasz mi swą dłoń którą następnie ucałuję Woźnica we fraku Cię pozdrowi z uśmiechem Odjedziemy ku bramom baśni Przez dziewicze, nieogarnięte lasy Wąziutkie brukowane uliczki Przez zgiełk wielkomiejskiej gonitwy Błysk reflektorów Spójrz, nie bój się Ludzie Cię podziwiają Wszakże Tyś najpiękniejszą kobietą na tej ziemi NIe drżyj, jesteś bezpieczna Oto nasz pałac Niech wrota staną otworem Niech zabije donośnie dzwon Niech bal się zacznie! Spójrz, ile znajomych twarzy Spójrz, jak się wszyscy odstroili Spójrz, jak bardzo mi zazdroszczą -że marzę własnie o Tobie Nie zimno Ci? Zaczyna się taniec Bawmy się do białego rana! Znów czuję ciepło Twej dłoni Och, jakaż ona delikatna.. Nie skrzywdzę cię Poprowadzę... Niepewnie czujesz się na tych wysokich obcasach, prawda? A jednak, niczego nie popsujesz Prowadzi cię muzyka Serce wie, co ma robić Boże, ależ Ty tańczsz! Prowadzę Cię, ręka w rękę Tańczymy walca Jesteśmy jedyną parą na parkiecie Przytulasz się do mnie Subtelnie, niby przypadkiem Nieumyślnie.. I się uśmiechasz Jesteś szczęśliwa Magiczna noc Kocham Cię Bawmy się do białego rana! Bawmy się! Bawmy się! Bawmy! ... Wybija północ Brutalna pobódka Przestań śnić To życie, nie marzenia Nie ma tu twej księżniczki Szukam- nie ma Cię NIe przyszłaś. Nigdy Nie było Cię. Nigdy Wychodzę A za mną echo Cień pustych marzeń kolorowych snów Potłuczona nadzieja Bezsensowna tęsknota Dobranoc kochanie Może Cię jeszcze spotkam? Może nauczymy się kiedyś ŻYĆ razem? Nadzieja... I dalej wyczekuję... 2005-01-20 15:24:04 skomentuj (2) |